Polecany post

HISTORIA MOJEJ CÓRKI : ASTMA?

Mam na imię Tatiana. Mam 43 lata, jestem mamą i wygrałam walkę o zdrowie swojej  córki. Jeśli usłyszałeś od swoich lekarzy: ” nie wiem...

środa, 29 czerwca 2016

HISTORIA MOJEJ CÓRKI : ASTMA?



Mam na imię Tatiana.

Mam 43 lata, jestem mamą i wygrałam walkę o zdrowie swojej  córki.

Jeśli usłyszałeś od swoich lekarzy: ” nie wiem”, „przykro mi” lub” proszę się modlić”, to zapoznaj się z moją historią. Chcę pokazać Ci, że się da i, że  wiem jak to zrobić.

Możesz pokonać każdą swoją chorobę, lub chorobę swojego bliskiego. Powiem Ci jak. Ja dochodziłam do dzisiejszej wiedzy 5 długich lat, Ty możesz już po przeczytaniu tej historii wiedzieć, jak sprawić, by Twój organizm podjął walkę!

Dodam jeszcze na wstępie, że moim największym wrogiem wcale nie była silna alergia, astma i wszystko, co po drodze zniszczyli lekarze ( lista będzie długa), a ich bezradność, niewiedza, rutyna, antybiotyki, sterydy i cały arsenał trucizny, jaką podawałam dziecku pod ich dyktando. (ZAZNACZAM!!! Nie mam na celu krytyki lekarzy. Ja opisuję tu moje doświadczenia.)

Teraz po 5 latach wiem, że każdą chorobę można pokonać i pokażę Ci, jak ja to zrobiłam.

Wiem również, że nikt nie choruje na alergię, astmę, niedoczynność tarczycy, ( tu wpisz swoją dolegliwość), lub jeszcze coś innego. CHORUJE CAŁY ORGANIZM, a konkretna choroba to nic innego jak reakcja obronna.



Moja córka była zdrowym noworodkiem, zdrowym dzieckiem i zdrową nastolatką ..aż do 13-stego roku życia. Wtedy, w połowie stycznia zachorowała pierwszy raz na zapalenie oskrzeli.  Lekarz rodzinny postawił diagnozę od razu . Jeden antybiotyk- bez poprawy, drugi to samo, trzeci nadal nic. Wysoka gorączka, suchy, duszący kaszel (praktycznie ciągły).Po 2 miesiącach postanowiłam sama znaleźć lekarza specjalistę. Trafiliśmy do znanego na Pomorzu alergologa. Pan doktor uciszył kaszel od razu ( dał steryd – metypred w tabletkach i inhalacje z dużej dawki pulmikortu).Dziecko z gabinetu wyszło „zdrowe”. W sumie byliśmy bardzo zadowoleni. Miałam nadzieję, że zdarzyło się to raz i tyle. Niestety…po 2 miesiącach znów to samo. Szybko ( w pierwszym dniu infekcji ) dotarliśmy do gabinetu. Podobne działanie Pana doktora, ale ku mojemu i jego zaskoczeniu „potrzebne” były podwójne dawki sterydów. Pomyślałam O.K. Trudno.

Kolejna infekcja powróciła już po około miesiącu. I tej już się nie dało ( mimo jeszcze większych dawek sterydów) tak zaleczyć. Kaszel trwał około 2 tygodni. Córka dostała sterydy w tabletkach i w inhalacji. Po tym okresie wydawało się być dobrze.

Alergolog oczywiście zrobił testy na alergię ( uczulona na wszystko proszę mi wierzyć.) Podjął próbę odczulania alergovitem ( szczepionka podawana podskórnie), ale infekcje były tak częste, że nie udało się z okresów choroby „wykroić” takich 2 tygodni, by te szczepionki podawać. Robiliśmy badania na pasożyty ( na 100% ma je każdy!!! a alergiczne dziecko na 200% – dziś to wiem ). Szukaliśmy helicobacte , jaj pasożytów i wielu innych, ale zawsze wyniki wychodziły czyste . Odczulanie przerwaliśmy ( bo się nie dało), Córka dostała duże dawki sterydów, inhalatory stosowane w astmie i częste dawki antybiotyków. Na skutki podawania sterydów nie musieliśmy długo czekać. Pierwsze to opuchlizna, drugie pojawiły się ogromne rozstępy na całym ciele, potem bardzo powiększyła się tarczyca, a na końcu przestały prawidłowo funkcjonować nadnercza. Zarówno na tarczycy, jak i w nadnerczach pojawiły się liczne guzki:(

W taki sposób pogarszał się na moich oczach stan mojego dziecka.

Jak wylądowała na oddziale szpitalnym, bo zaczęły pojawiać się skurcze oskrzeli, pojechałam do jej lekarza ( 65 km od naszego domu). Opowiedziałam co się stało ….

Zgadnij, co mi Pan doktor odpowiedział… 2 słowa: „NIE WIEM!”

Wtedy też zaczęliśmy używać ventolinu ( lek rozkurczowy w inhalatorku). Taki jak ze sobą nosi wielu astmatyków. I tak samo, jak sterydy…początkowo wystarczyły 2 dawki, aby rozkurczyć oskrzela, po tygodniu już 4 …..doszliśmy do 16 dawek jednorazowo ( max na dobę to 8 dawek!! ale podzielonych i dla dorosłego człowieka)

Położyliśmy córkę na oddziale diagnostycznym . Tylko nikt nam nie powiedział, że tam w nocy nie ma lekarza dyżurnego!!( Jest jeden na chyba 5 budynków i dyżuruje na OIO-mie, ale w razie konieczności nie może opuścić tamtego oddziału, więc tak jakby go nie było). Córka dostała kolejnego skurczu, poprosiła pielęgniarkę o leki(ventolin).Pielęgniarka jej nie podała leku, bo Pani doktor nic nie zleciła ( córce odstawiono wszystkie leki w celach diagnostycznych).

Było gorąco! Córka dała radę do nas zadzwonić ( mieszkamy 65 km od szpitala) i  wybełkotać , że ma atak. Po moich groźbach pielęgniarka podała jej ventolin ( nasz zresztą, bo tam zostawiłam) i wezwała pogotowie. TAK! WEZWAŁA POGOTOWIE, bo jej kazałam, NA ODDZIAŁ SZPITALNY, aby dziecko mógł zbadać LEKARZ!! Cała akcja rozgrywała się w czasie naszej jazdy do szpitala. My byliśmy na miejscu przed karetką ( przypomnę – 65 km). Przed przyjściem lekarza zdążyłam podać kilka dawek ventolinu i skurcz ustąpił niemal całkowicie. Oczywiście po tym zdarzeniu zabraliśmy córkę do domu, pobyt tam był dla niej zbyt niebezpieczny.

Jedyny plus z tego pobytu to ten, że zrobili córce kilka przydatnych badań. Znaleźli chlamydię pneumonię( bakteria wewnątrzkomórkowa, rozwijająca się w układzie oddechowym) . Miałam nadzieję, że w końcu wiemy z czym mamy do czynienia. Niestety długa antybiotykoterapia nie przyniosła efektów ( nadal w badaniach wychodziła chlamydia) i objawy nadal się nasilały. Już wtedy zastanawiałam się, ile jeszcze razy uda nam się zdążyć z pomocą. Dawki leków były już tak wysokie, że kilkukrotnie przekraczały zalecane normy.

Mając trop ( chlamydia) dotarłam do Pani profesor, która pisała prace o chlamydii i mykopaźmie- też  wredna bakteria ( tą też znalazłam u córki) i umówiłam córkę do niej na wizytę. Pani Profesor zebrała wyczerpujący wywiad, wysłuchała i córki i mnie, bardzo dokładnie ją zbadała. Po pierwszej wizycie byliśmy bardzo zadowoleni. Zmieniła leki na astmę, dała kolejne wstawki antybiotyków z grupy azitromecyny i muszę powiedzieć, że uzyskała 6 tygodni poprawy. Po tych 6 tygodniach… o zgrozo … kolejne ataki choroby trwały coraz dłużej, a przerwy między nimi coraz krócej….aż doszliśmy do 4 miesięcy ciągłego kaszlu, przeplatanego atakami duszności ( konieczny był ventolin w inhalacji, bo ten „kieszonkowy” już nie działał! ). Przez 4 miesiące nie odpinaliśmy córki od inhalatora( zawsze musiało coś „lecieć”, albo pulmikort, albo ventolin, albo sól 3%. I tak dzień  i noc przez 4 miesiące. Pani Profesor powiedziała, że jest program leczenia lekiem biologicznym( omalizumab). Decyzję podjęliśmy szybko ( nie było nic do stracenia). Zrobiliśmy wymagane badania. I kolejny szok! Podstawowe kryterium IGE ( u zdrowego człowieka mniej niż 100), u nas 2840. Mało tego- córka była za chora na program leczenia astmy IGE- zależnej lekiem biologicznym..ZA CHORA!!!,  bo górna granica dla programu to 700.

Pani profesor miała jeszcze jeden pomysł. Córka akurat była „bez objawów” . Podała dużą dawkę antybiotyku na okres 21 dni i sterydy w tabletkach – też ogromne dawki! Zgodziłam się na tą terapię, bo miało to obniżyć IGE co najmniej o połowę. Po 21 dniach w CKU zrobiliśmy badania, i poszliśmy na wizytę do Pani profesor. Ustaliliśmy, że jak tylko będą wyniki zadzwonię . Wyniki były już na drugi dzień…ale IGE ( po terapii wzrosło do poziomu 3260!) I znów dostałam w policzek! Wiesz co usłyszałam w słuchawce? „Przykro mi”.

Byłam zrozpaczona, ale nie mogłam się poddać! Kolejny trop to ten z lekiem biologicznym. Skoro córka miała się dostać do programu, ale jest za chora, to trzeba zdobyć dla niej ten lek! Internet, kontakty i tak w ciągu nocy zdobyłam informacje na temat tego leku, nazwisko Profesora, który nadzorował badania na terenie Polski i nawet numer jego telefonu. Poczekałam do 7 rano i zadzwoniłam do Profesora ( do Warszawy) . Opisałam stan dziecka w wielkim skrócie ( tu też pomijam wiele incydentów, bo byś się zanudził), zapytałam o omalizumab i o to czy poda ten lek mojemu dziecku poza programem. Powiedział, że tak, ale jest drogi! …życie mojej córki nie miało dla mnie ceny, na drugi dzień byliśmy już w Warszawie ( podróż na przenośnym inhalatorze ). Pan profesor na pierwszej wizycie dokładnie ją zbadał ( ale najpierw rozkurczył oskrzela) , przeprowadził wywiad, pielęgniarka pobrała krew do testów na alergie wziewne i pokarmowe, oczywiście zapytał dlaczego podajemy tyle sterydy w tabletkach. Wypisał nam receptę na omalizumab, zmienił całkowicie leki. Wizyta kosztowała (z testami ) więcej niż niejeden z was zarabia. Po 2 tygodniach już miałam lek ( też nie było łatwo, bo w aptekach nawet o takim nie słyszeli). Koszt dawki 150 (nie pamiętam jednostki) to 2500, ale moje dziecko ( duże) potrzebowało aż 5 takich dawek na raz . Podaliśmy ten lek. Zrobiłam badanie IGE ,spadło do prawie normy . Ale córka miała objawy z którymi nikt sobie nie radził nadal ( było trochę lepiej, lżej przechodziła ataki). Wizyty przynajmniej raz w tygodniu w Warszawie, Profesor zaczął odczulanie( mimo złego stanu zdrowia) preparatami doustnymi( Oral AIR – na trawy i zboża, Starolar 350- na roztocza kurzu domowego i Polinex tree na drzewa). Taki był plan… podawać ten drogi lek biologiczny , aż szczepionki na odczulanie zaczną działać…

I tak leczyliśmy kolejne tygodnie. A stan się wcale nie poprawiał.

Aha … mimo, że Pan Profesor kazał odstawić sterydy w tabletkach ( tzw. twarde) , to już po 3 wizycie kazał do nich wrócić…..




Ciągle za duże dawki leków sterydowych wziewnych, sterydów w tabletkach, antybiotyków i całej masy trucizny. Po drodze ucierpiały nadnercza ( guzy po sterydowe), ucierpiała tarczyca ( podwoiła swój rozmiar, pojawiły się guzki), córka nie miała siły na nic. Chorowała praktycznie ciągle. I tak na błędach lekarzy upłynęły 4 lata.:(

Wiedziałam ( zbyt późno ), że lekarze nam nie pomogą. Wybrałam najzwyklejszego alergologa – pulmonologa dziecięcego, aby znów zmienił leczenie i wiedziałam, że muszę zrobić coś sama. Córkę zaprowadziłam do bioenergoterapeuty. Wprowadziliśmy leczenie ziołami ( niektórym pomaga) dla nas okazało się za słabe ( ale już nie było gorzej).Odstawiliśmy zupełnie pszenicę, nabiał, cukier, konserwanty, barwniki, wszystko co sztuczne. Prawie jednocześnie zaczęliśmy leczyć ją u poleconego homeopaty –  nie było gorzej, a nawet ku naszemu zdziwieniu trochę lepiej. Ten doktor to przynajmniej widział problem w odporności i zagrzybieniu organizmu. Szukałam , czytałam, pytałam….Zdobywałam wiedzę, robiłam analizy…cały czas powtarzałam lekarzom, że córka zbyt płytko oddycha, a jak już dochodzi do skurczu, to po podaniu leków rozkurczowych w inhalacji wykrztusza( po kilkunastominutowej walce) ogromne ilości gęstego śluzu. Podobne objawy są przy mukowiscydozie. Zrobiłam badania, u nas to nie to.

Pewnej nocy ( gdy pilnowałam aby nie skończyły się leki w inhalatorze, bo córka miała kłopoty z oddychaniem), leciał jakiś mecz piłki nożnej. Tak jednym okiem oglądałam ( wprawdzie bez głosu). Doszło do faulu, jeden zawodnik leżał, potem znieśli go na noszach, zwijał się z bólu. Ale za 15 minut( około) wrócił na boisko i grał! Wtedy mnie olśniło!

Zastanawiałeś się dlaczego gdy Ty ( lub ktoś Ci bliski) skręcisz kostkę, to leczysz się nawet do 3 miesięcy! A on gra po kilkunastu minutach.  Potrzebowaliśmy dobrego fizykoterapeuty „OD SPORTOWCÓW”. Dotarliśmy do takiego -długo pracował dla ekstraklasy piłkarzy- i pomysł okazał się trafny. Pan Piotr https://www.facebook.com/PietraUslugiOdnowyBiologicznej/?fref=ts
pracował na przeponie, punktach spustowych, „oderwał całą klatkę piersiową z przodu, ściągnął łopatki do tyłu ……i córka na nasze oko pogłębiła oddech. Oczywiście, po kilku dniach znów się to wszystko spinało…to my znowu powtarzaliśmy te zabiegi u Pana Piotra.
Tak więc już odczulaliśmy córkę, piliśmy zioła, braliśmy homeopatię, tępiliśmy grzyby, rehabilitowaliśmy układ oddechowy…. a ja szukałam dalej, bo choć stan się nie pogarszał, to nadal walczyliśmy z dziwną„astmą” .

I znów wróciłam do podstawy alergii. Z całą pewnością mogę powiedzieć, że każdy alergik ma całe stado pasożytów!!! Ale skoro tyle badań laboratoryjnych nie dało nic, znalazłam gabinet biorezonansowy  www.terapiamanualna.com

Umówiliśmy córkę na wizytę. Po rozmowie z Panią Asią i zrobieniu diagnozy okazało się, że córka ma wszystkie pasożyty, których szukaliśmy i całe „stada ” innych. Do tego mnóstwo grzybów, bakterii. I nadal ma leczoną tak „dokładnie” przez lekarzy chlamydię i mykoplazmę. Poddaliśmy córkę terapii anty pasożytniczej, zaostrzyliśmy dietę . Pani Asia poleciła nam wodę redox( ph 9,5), suplementację duo life. Terapia trwała o wiele dłużej niż u przeciętnych ludzi, żyjątka nie chciały zbyt szybko opuścić córki.

Po tych wszystkich naturalnych metodach stan córki zaczął się bardzo powoli poprawiać, ale efekt końcowy nadal jeszcze nas nie zadowalał. Wtedy od Pani Asi usłyszeliśmy o tym, o czym chcę Ci powiedzieć. LAVYLITES! Spojrzałam na męża, on na mnie…

Pani Asia powiedziała, że to cudowny spray który ma działać w kilka sekund, na wszystko, bo nie leczy choroby a sprawia, że organizm rozpoznaje swój problem i z nim sobie radzi. Niemożliwe?? Też tak pomyślałam!! Zdecydowałam się na te preparaty dlatego, że gdyby się za jakiś czas okazało, że to działało, a ja nie dałam szansy swojemu dziecku na wyzdrowienie, to nie umiałabym z tym żyć.

Poczytałam trochę o tych produktach…

Taki skrót:

Węgierski naukowiec podczas prac nad środkiem, który uniemożliwiałby odrzut przeszczepów skóry na dużych powierzchniach ”przypadkiem” odkrył nosiciela wielkości nano, w środku którego udało się umieścić składniki czynne pochodzenia roślinnego wraz z informacją, którą mogą przekazać komórką naszego organizmu. Te małe cząstki potrafią przenikać przez ściany ludzkich komórek i przetransportować czynne składniki (tu zbiór fal elektromagnetycznych właściwych dla roślin leczniczych i minerałów. W jednym nanoefektorze jest 3000 garniturów biologicznej energii w postaci fali elektromagnetycznej). W ten sposób możliwy jest szybki transport informacji w zmienione chorobowo miejsce (narząd wewnętrzny, staw, ścięgno ….) W skład substancji czynnej wchodzą zioła lecznicze, składniki mineralne, kryształy lecznicze, metale koloidalne – 100%natury. Esensję rozpyla się na powierzchnię ciała lub/i pije. Już po 30 sekundach składniki czynne docierają z powierzchni ciała do chorego miejsca . Organizm wie, jakich składników mu najbardziej potrzeba , wybiera te, które są niezbędne, aby mógł aktywować procesy samo naprawcze naszego organizmu. Esencje te potrafią usuwać metale ciężkie, toksyny. Środek ten potrzebuje 30 sekund aby dotrzeć z powierzchni skóry do szpiku kości. Dlatego też, używanie go na „świeże infekcje” daje spektakularne efety. Niektórych dolegliwości można pozbyć się po kilku minutach ( 1 lub 2 użyciach sprayu).

NIE MA SKUTKÓW UBOCZNYCH, W CIĄGU 72 GODZIN ZOSTAJE WYDALONE Z ORGANIZMU TO, CZEGO ORGANIZM NIE ZUŻYŁ.

NIE KOLIDUJE TEŻ Z INNYMI LEKARSTWAMI I TRADYCYJNYMI METODAMI LECZENIA.

ŚRODKI TE NIE LECZĄ, ONE TYLKO „ZMUSZAJĄ ORGANIZM ABY SAM SIĘ „NAPRAWIŁ”, DAJĄC MU NIEZBĘDNE DO TEGO SKŁADNIKI CZYNNE.

Teraz poczytaj co się stało!

Kolejny raz córka zachorowała na zapalenie gardła ( w jej przypadku ból gardła, kilka minut później duszący kaszel, potem skurcze i całość ciągnie się w nieskończoność). Dałam ustalone z ostatnim lekarzem leki ( alvesco, atrodil, atimos), do tego duże dawki witaminy C. Po 2 dniach stan się nawet trochę poprawił. Następnego dnia rano znów pogorszenie! W takim razie to już nie tylko wirusowa infekcja, ale najprawdopodobniej nadkażenie bakteryjne. Córka pospała do 9, gdy wstała i zanim się zastanowiłam którym antybiotykiem uderzyć , zadzwonił kurier z paczką z lavylites. Olśniło mnie! Otworzyłam ją szybko. Powiem, że na początku dla mnie te wszystkie zamówione butelki wyglądały tak samo, więc musiałam się posilić ściągą. Odnalazłam ten co służy do hamowania infekcji gardła i jamy ustnej(LAVYL 32) .Popsikałam 5 razy do gardła, popryskałam szyję, węzły za uszami i czekam..  .Powtórzyłam po 10 minutach ….po chwili moja córka nie kaszle???hm…zaczyna wydobywać jakiś ( zachrypnięty) głos…Zastosowałam ten preparat  do picia AURICUM SENSITIVE- (5 psików do 100ml wody), oraz popryskałam nim całą klatkę z tyłu i z przodu, powtórzyłam tym pierwszym preparatem ( LAVYL 32 )i tak w kółko przez 3 godziny. Po niecałych 4 godzinach moja córka swojemu bratu śpiewała piosenkę ( zachrypnięta lekko w prawdzie, ale przed tymi sprayami nie mogła nawet szeptać). Do wieczora była zupełnie zdrowa i poszła do szkoły następnego dnia! CUD!!

Stosowałam u niej tą terapię opisaną dla astmy ( intensywnie) .Zaczęła chorować dużo rzadziej i lżej. Jak pojawiały się jakieś infekcje na poziomie gardła, to zwiększałam dawki i choroba trwałą 4 godziny! Gdy złapało nas na poziomie krtani i tchawicy, to do 12 godzin, a ostatnio wyleczyłam zapalenie oskrzeli( u astmatyka!) w ciągu 2 dni, bez antybiotyków, sterydów i innych trucizn.

Na zapalenie spojówek ( zapuchnięte, czerwone oczy, małe szparki). 1 raz prysnęłam na zamknięte oczy córki(LAVYL AURICUM SENSITINE)  i kazałam nie otwierać przez 1 minutę! Przeszło w 3 minuty!!!!(oczywiście dla pewności popryskałam już całkiem normalnie wyglądające oczy kilka razy co 30 minut)

Dodam jeszcze, że przy okazji pryskania klatki z tylu( plecy) na astmę SPRAYEM LAVYL AURICUM zaczęły po 4 tygodniach znikać wielkie, szerokie rozstępy po sterydowe!!!

Nadal jesteśmy za krótko na tych preparatach ( bo żeby odbudować układ immunologiczny potrzeba 6-9 miesięcy). Ale teraz to da się żyć. Po prostu da się żyć!!!Wszystkie infekcje wcześniej  trwały od 2 do 20 tygodni, teraz od kilku do kilkudziesięciu godzin!

Równocześnie stosowaliśmy kurację na kłopoty z tarczycą…szyja zmniejszyła swój obwód, guzki zniknęły… wszystko w obrazie usg bez zastrzeżeń.

Pryskaliśmy też nadnercza… o dziwo też cudownie ozdrowiały.

Jak czytasz to i jesteś tak zdziwiony ,jak ja wtedy, gdy Pani Asia nam powiedziała o tych sprayach, pomyśl tak jak ja. Czy nie warto zamówić kilku preparatów ( dobranych do Twoich dolegliwości) chociażby po to, aby nie zastanawiać się kiedyś, czy one na prawdę działały cuda. Bo działają cuda. Córka poprawia nam się w oczach, a jej stan lekarze określali jako beznadziejny ( i kazali się modlić- oczywiście- modlitwa nie zaszkodziła, ale…)



Będę opisywała „nasze postępy” w dążeniu do zdrowia systematycznie. Mam sporą rodzinę i u każdego te koncentraty działają.

Rejestracja daje Ci  20% zniżki na produkty, więc chyba  warto….a jest bezpłatna.

Rejestracja:

www.lavylites.com

Pojawi się strona po węgiersku. Kliknij na ich (węgierską) flagę – z prawej strony wysuną się inne flagi. Kliknij na polską flagę. U gry jest zakładka REJESTRACJA.

Kliknij ją i wypełnij wymagane dane.

ID SPONSORA: 293820

Zatwierdź arkusz rejestracyjny.

Teraz wejdź na swoją pocztę- tam prześlą e-mail Z LOGINEM I HASŁEM.

Przejdź na stronę www.lavylites.com , zaloguj się do swojego konta.

Hasło można zmienić w zakładce BIURO WEB , INFORMACJE PRYWATNE.

Zakupy:

Wejdź w zakładkę WEBSHOP – wybierz produkt i zrób zakupy. Płatność przelewem ( w EURO lub ZŁOTYCH) – wszystkie dane do przelewu przyjdą na maila. Postępuj według wskazówek.

Jeśli nie zrobi się zakupów przez pół roku, firma automatycznie usunie dane z systemu. Wtedy trzeba się po prostu od nowa zarejestrować.



 UWAGA! Produkt nie służy do diagnozowania, leczenia ani zapobiegania żadnej chorobie. Informacje zawarte na tej stronie służą jedynie do celów informacyjnych. Nie zastępują porady lekarskiej lub innej porady medycznej. Nie należy stosować informacji zawartych na tej stronie do diagnozowania, leczenia lub przepisywania jakichkolwiek leków. Przed użyciem należy przeczytać informacje na opakowaniu.

13 komentarzy:

  1. Na maila mogę przesłać zdjęcia, wyniki badań. Historia jest autentyczna.Pozdrawiam.Tatiana.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam chorego syna na astmę i już nie wiem co mam robić. Byliśmy u najlepszych specjalistów w Polsce i nic nie pomogło. Nawet specjaliści z UK rozkładają ręce. Bardzo się cieszę, że wkoncu czytam o podobnym przypadku choroby i dziękuję że dała mi Pani nadzieję. Czytając tego bloga mam wrażenie, że czytam o swoim synu. Oczywiście kupię te preparaty i przetestuje. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czy te preparaty działają na wrzody żołądka? Mój mąż od 3 lat nie może sie ich pozbyć. Powiem szczerze, wszyscy rozkładają ręce. Proszę o szybko odpowiedź :) Pozdrawiam :)



    PS proszę pisać dalej. Pani blog jest rewelacyjny i naprawdę dodaje otuchy, że będzie dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pani Katarzyno. Moja córka od ponad 3 miesięcy nie miała ani jednego ataku astmy. Infekcje ( które się zdarzały już - po ostatnim zapaleniu oskrzeli wyleczonym tylko na produktach LAVYL, też już się skończyły). Córka wolniej, głębiej oddycha, po prostu jest zdrowa. Robiliśmy spirometrię ( wydolność 120% normy!!!) Swobodnie odkrztusza wydzielinę jakieś 4-5 razy dziennie. Po prostu rewelacja! Pani doktor powiedziała, że nie mam śladu astmy, że to po prostu niemożliwe! A jednak MOŻLIWE.

    OdpowiedzUsuń
  5. Co do wrzodów żołądka, te preparaty też sobie z nimi poradzą, a właściwie to organizm Pani męża sobie z nimi poradzi. Preparaty działają przeciwbakteryjnie, przeciwbólowo, przeciwzapalnie, przeciwgrzybicznie, przeciwnowotworowo. Dostarczą aktywnych składników do układu pokarmowoego ( należy 5 razy dziennie pić roztwór z 5 psiknięć LAVYL AURICUM SENSITIVE na 100 ml wody i pryskać żołądek i jelita- od zewnątrz minimum 5 razy dziennie LAVYL AURICUM.

    Wiem,że rotawirus to tylko albo aż rotawirus, ale w poście o moim 11 letnim synu wspominam o naszej "przygodzie" z nim. Lekarka chciała go zatrzymać na oddziale, bo wyszedł w badaniach, a mój syn ani nie wymiotował, ani nie miał biegunki, rano był zdrowy i poszedł do szkoły.

    Ulgę w chorobie wrzodowej Pani mąż poczuje 30 sekund po zastosowaniu, po zastosowaniu, po kilku tygodniach powinny wyleczyć się wrzody, niezależnie czy ma helikobakter czy nie( bo z tą wredną bakterią też sobie poradzą).

    Taka małą uwaga, nikogo nie namawiam na przerywanie leczenia i wizyt u lekarza, chociaż po dość krótkim czasie okaże się, że inne leki ( na astmę syna też, ) nie będą potrzebne. Moja córka od 2 tygodni nie bierze już żadnych leków na astmę...stopniowo zeszliśmy z wszystkiego ( 1 wziew mniej co 3 dni-wiem,że lekarze mówią ,że przynajmniej 2 tygodnie, ale te leki bardzo szkodziły córce, więc chciałam jak najszybciej się ich pozbyć. Teraz podaję tylko naturalne LAVYL.

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam, a czy te preparaty można stosować u małych dzieci, konkretnie chodzi o 10 miesięcznego syna??? Walczę z infekcją już czwarty miesiąc, podejrzenie astmy, antybiotyki i nic.. Pozdrawiam Anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam. Można je stosować u każdego...to jest 100% naturalnych składników. Wszystkie zawarte składniki są wykorzystywane przez organizm (nawet małego dziecka), a to co nie zostaje wykorzystane w naturalny sposób usuwane jest z organizmu.

      Usuń
  7. prosze o kontakt na maila mok84@interia.eu,pilne!

    OdpowiedzUsuń
  8. A jak dokładnie stosować u dziecka z astmą? ile razy dziennie? czy tylko psikać czy też pić?

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  10. U mojej córki też wykryto astmę i lekarz polecił zakup inhalatora. Nie bardzo wiem który sprzęt wybrać, może podpowiecie https://apteline.pl/sprzet-medyczny/inhalatory ? Przepisał tylko leki i nic o markach nie mówił

    OdpowiedzUsuń
  11. Najpierw zaczyna się od alergii wziewnej, nieleczona często może prowadzić do rozwinięcia się astmy. Dlatego trzeba być pod opieką lekarza alergologa, poczytajcie też sobie http://dbamooczy.pl/alergia-oczu/alergik-w-podrozy/ jak radzić sobie będąc alergikiem w podróży. Są bowiem leki, które ułatwiają funkcjonowanie

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo dobry wpis. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń